Robiłem wczoraj porządki w piwnicy i tak się złożyło że uzbierałem 4 kraty butelek po piwie (nie pytajcie…). No to jako porządny obywatel postanowiłem zawieźć to do butelkomatu żeby było elegancko. Pojechałem do czerwonego sklepu na K bo tam mam najbliżej. I się zaczęło:
- podchodzę do pierwszego automatu (są dwa). Wrzucam trzy butelki. Automat się zaciął, oddał kuponik i alarm wyje
-podchodzę do drugiego, wrzucam dwie butelki, automat się zaciął i wyje
- pytam obsługi sklepu czy da się coś z tym zrobić
- „MAGDA, ZNOWU SIĘ SPIERDOLIŁO!”, woła jedna pani do drugiej.
- „proszę poczekać, zaraz ktoś przyjdzie”
- kolejka za mną liczy już chyba 4 ludzi, każdy patrzy z byka
- przychodzi pani, otwiera drzwi do automatu, zamyka, klika „ok” i mówi że można wrzucać
- wrzucam dwie butelki, automat się zaciął i wyje.
- pytam pana za mną czy chce butelki
- „ale jak, za darmo?”
- tak, jak se pan wrzuci to będzie pan miał kuponik
- „a to biorę”.
- i wychodzę pół wesół, kiwając porozumiewawczo głową na kolejkę do drzwi.
Następnym razem po prostu wyjebie to do zielonego worka bo tylko zmarnowałem prawie godzinę, licząc z dojazdem. No i krat szkoda bo kaucja 8 zł za jedną.
Mam nadzieję że chociaż pan za mną oddał i jest zadowolony.