,,Dobra Księga,, w praktyce :).
Wysiadam z auta na parkingu EPI (chleb tylko chciałem tam kupić ;) i widzę energicznie zdążającą w moim kierunku panią z bardzo licznymi na oko pretensjami do życia (sporą trójką, zgrabnymi nogami, takąż pupą i z jakby przyjemną twarzą, ale wyraźnie skażoną rysami bardzo głębokiej tęsknoty za inteligencją, której jednocześnie nie brakowało śmiałości, pewności i pewnej pychy oczywistych zwycięstw ;).
Pani hipnotyzując mnie wzrokiem pyta... czy mogłabym mieć do pana prośbę ?
Skromnie spuściłem wzrok, następnie popatrzyłem w lutowe niebo i skupiłem swe szaroniebieskie głaza na pytającej.
Oczywiście, że mogłaby pani... choć mam nadzieję, że to nic zdrożnego i nieprzyzwoitego, albowiem mój (jak widać) dosyć ci już posunięty w latach wiek i członkowstwo w Rycerzach Maryji (gdzie ważna jest czystość ciała i ducha) wykluczają większość nieprzystojnych propozycji... choć zapewne nie wszystkie .
W czym mógłbym być pani pomocny?... jeśli zdołam... oczywiście... ;).
Pani lekko oszołomiona z oczami jak 1,5 starej 5 złotowej monety z rybakiem... wydusiła z siebie...
samochód nie chce mi zapalić...
Miałem kable rozruchowe w bagażniku... tak więc już po kilkunastu minutach (z pomocą internetu), bo zgłupiałem technicznie dokumentnie... udało mi się uruchomić Porsche Cayenne.
Ściągnąłem kable mówiąc...: niech Wszechmogący ma panią w opiece i zawsze wskazuje drogę prawdy i cnoty.
Pani była jakby trochę zdezorientowana...
Cóż... jestem nieco próżny (podobnie jak inni, ale mam tego krytyczną świadomość ;) i lubię to oszołomienie w oczach płci przeciwnej:).