RE: https://mastodon.social/@hfalcke/117455063326697336
W porządku, ale weźmy to wytłumaczenie do życia offline. Ania mieszka z Wojtkiem pod jednym dachem. Rozmawiają ze soba, więc kierowane przez nich do siebie wiadomości są przez nich odbierane. W ten sposób są się w stanie ze sobą komunikować.
Jednak Ania ma znajomą - Basię, z którą czasami wychodzi na kawę. Albo spotykają się u Ani np. gdy Wojtek pracuje na drugą zmianę. Wtedy nie bierze udziału w dyskusji i nie słyszy, o czym rozmawiają kobiety.
Czy w takim przypadku również taką sytuację musielibyśmy nazwać algorytmizacją komunikacji?
I załóżmy, że tak ją nazwiemy - że życie offline to też pewnego rodzaju algorytm. Może i tak jest. Tego nie wiem. Teoretycznie pewnie we wszystkim albo prawie wszystkim można by szukać znamion algorytmizacji. Pytanie, czy to właściwy kierunek? Czy jest sens to robić?
Chyba że zaczynamy podchodzić do sprawy bardziej naukowo. Wtedy może mieć to sens. Ale w życiu codziennym? Z punktu widzenia zwykłego człowieka? Samo zastanawianie się nad tym, żeby wszystko sprowadzać do algorytmu, może wydawać się już dziwne.
Swoją drogą zawsze wiedziałem o tym mechanizmie Mastodona (i nie tylko jego), który opisuje prof. Falcke. I zawsze wydawało mi się to naturalne, bo rozumiałem je tak: najważniejsze są wpisy publikowane bez oznaczania kogokolwiek. Te oznaczające kogoś w odpowiedzi są już kierowane do kogoś bezpośrednio.
To trochę jak z Anią, Wojtkiem i Basią. Jeśli Basia jest w swoim mieszkaniu - nie wie przecież, o czym rozmawia Ania z Wojtkiem. Nie została zaproszona do dyskusji. To naturalne. To wrzucenie sposobu naturalnej komunikacji do Internetu. Aż tu nagle wyciągamy to, co w sieci - nazwane przez ludzi - i próbujemy tą nomenklaturą obdarować coś pierwotnego. Czy to rzeczywiście jest potrzebne w codziennym - nienaukowym - życiu?
Nie rozstrzygam. Próbuję się w tym odnaleźć.